tramadol - opiosuka i głupota.
detale
Setting: Technikum, Dom, Miasto, podróże z przyjaciółmi samochodem.
Stimy: Amfetamina, Metamfetamina, MDMA, MDA, Nikotyna (Ogromne ilośćy, na przemian Vape + Analog)
Depresanty: Alkohol
Benzo: Alprox/Xanax
Psycho: LSD
raporty ktokolwiek.cokolwiek
tramadol - opiosuka i głupota.
podobne
Czołem wszystkim!
Na wstępie chciałbym zaznaczyć że jestem już długoletnim lurkerem tego forum (jakoś tak na nocce teraz mnie wzięło aby założyć konto i napisać ten TR), o ile moja przygoda z próbowaniem różnych magicznych substancji dobiegła końca, to czasami dla nostalgii wracam tu poczytać co tam kombinujecie.
No więc, zaczynajmy...
---------------------------------
Było to 8 lat temu, byłem zwykłym chłopakiem w technikum który wraz z bliskim przyjacielem zaczął eksperymentować i wchodzić w świat narko.
Przygody typu alko, fajury i weed zaliczyłem już wcześniej w swoim życiu ale grubsze tematy typu ścierwo, pico, ciocia albo inne zaczeliśmy w tech.
Moja matula miała całą szafę wypełnioną Mistycznymi boxami Poltram Combo, 75mg + 650mg .
Nigdy wcześniej nie miałem doczynienia z opio, poza nieudanymi próbami z kodą (nic spektakularnego, zero jakichkolwiek doznań poza mdłościami.), też nie zdawałem sobie sprawy co to dokładnie ten poltram.
Wstając rano do szkoły coś mi fest pierdolnęło w krzyżu, powiedziawszy o tym matuli zasugerowała (nie chętnie, ale jednak) abym wziął sobie jedną tabletke tego specyfiku.
Nie zastanawiając się co to dokładnie jest, zrobiłem tak jak zasugerowała.
W drodze do szkoły autobusem, poczułem nagle sakramencko pozytywne ciepełko w całym ciele, czułem jak moje policzki zrobiły się ciepłe i było po prostu... bardzo miło.
Czułem się happy, content i lekko śpiący.
Stan ten utrzymywał się przez dobre 4-5 godzin, po powrocie do domu odrazu chyciłem się kompa i zacząłem szukać co to za specyfik.
Po zrobieniu notatek stwierdziłem, że bez jaj trzeba powtórzyć ten manewr.
W nocy zapierdoliłem jedno pudło i tym razem opierdoliłem 3 tabsy na raz.
Tak, wiem, to dziadostwo zawiera parasyf, w tym momencie nie chciało mi się robić ekstracji.
Stan po godzince powrócił, tym razem mocniej, lepiej, stan utrzymywał się przez cały następny dzień, a w drugim dniu był bardzo przyjemny afterglowik.
Tak jak opisywałem wcześniej:
- Całe ciało zalewa pozytywne ciepełko
- Przyjemna wręcz senność, nie chce się wychodzić z łóżka bo jest tak przyjemne
- Zamykanie oczu powoduje coś (przynajmniej dla mnie) w stylu fazy rem, prawie natychmiastowe sny.
- Euforia w serduszku, coś pięknego.
Moja przygoda tak trwała następne 5msc.
Z każdym następnym dniem eksperymenty z mniejszymy lub większymi dawkami (zdecydowanie było więcej tych większych dawek.)
Kurwa, brałem to nawet w drodze na korki z matmy.
Czułem, że się wpierdoliłem fest, nie tak sobie wyobrażałem moją przygode z opio.
Dawka, która dzień wcześniej dawała mi fajny stan i trip, po dwóch dniach stawała się już słaba, jak idiota podwyższałem dawki.
Oczywiśćie, w między czasie coś tam na początku bawiłem się z ekstrakcją, ale potem nie miało to już znaczenia, chciałem tylko wpierdolić te tabsy i jak najszybciej wjechać w ten stan.
No i to było zgubne.
Pewnego dnia, przed korkami z matmy, miałem ostatni swój listek trampka, 10 tabletek.
Matula schowała już wszystkie swoje inne boxy które jej zostały, bo zauważyła że magicznie znikają i ostatnio jestem jakiś taki... wesoły i ekstermalnie spokojny.
Chciałem się fest porobić przed korkami, więc jak debil opierdoliłem wszystkie 10 tabletek.
750mg Trampka + 6,5g parasyfu.
W tym momencie miałem w dupie ten parasyf, nie interesowało mnie to, chciałem po prostu wrócić w ten ukojny stan.
Na korki zawsze wyjeżdżałem autobusem ze 2h wcześniej, żeby sobie wbić do Żabki po jakiegoś donuta i yerbe, tak też było tym razem. Po kupieniu prowiantu, udałem się pod altankę w parku niedaleko mieszkania mojego korepetytora, tam oszamałem donuta i popijałem yerbą już dobrze porobiony.
Nagle, coś mnie nakłoniło żebym jednak wykalkulował ile czego wziąłem.
No i wtedy zonk.
Dotarło do mnie ile wjebałem paracetamolu.
W momencie ten przyjemny stan przerodził się w lekką panikę, niepokój i drapanie się po głowie.
Zacząłem wyszukiwać po necie jakie są dawki śmiertelne, byłem przerażony. Sprawdzałem jakie są odczuwalne symptomy przedawkowania.
Korepetycje wydawały się jakby miały się nigdy nie skończyć.
Po powrocie do domu odrazu skontaktowałem się z moją koleżanką która również siedziała w temacie i chemii, powiedziałem co się stało.
Po dostaniu ogromnego opierdolu kazała mi zapierdalać do Apteki po Aspiryne aby wątrobe osłonić chociaż i ją wspomóc tym kwasem acetylosalicylowym.
Tak też zrobiłem, kupiłem dwa pudła i po powrocie do domu rozpusciłem chyba ze 2 tabletki w wodzie i duszkiem wypiłem, co prawie poskutkowało puszczeniem rzyga na scianę.
Następne dwa dni to była męczarnia, czułem swoją własną wątrobe, była tkliwa, dostawałem już schiz gdzie co godzine przeglądałem swoje ciało czy nie żółcieje.
W ostatnium dniu byłem już spokojny że CUDEM udało mi się z tego syfu wybrnąć, stwierdziłem wtedy że pierdole już takie zabawy i rzucam to wszystko.
Oj przyjacielu, jaka to była pochopna decyzja.
Otóż w następnym dniu zacząłem odczuwać początki tak zwanego "skręta", przynajmniej tak myślę że to było to.
Czułem się jakbym zaraził się najgorszym przeziębieniem w swoim życiu, telepałem się non-stop, czułem jakby wszystkie kości w moim ciele były połamane, ciary przeszywały mnie tak mocno, że nie mogłem nawet dobrze celować do klopa kiedy oddawałem mocz.
Oczywiście przez cały okres trwania tego dziadostwa (ok. jednego całego tygodnia) miałem ekstremalną ochotę wygrzebać gdzies jeszcze tego trampka i zarzucic chociaż troszkę.
Kiedy to wszystko mineło, ostatecznie stwierdziłem że koniec, to było zbyt poza moją kontrolą, nigdy więcej.
Do dziś tego się trzymam.
Wybaczcie że tak chaotycznie (tak myślę) jest to napisane, ale w sumie jest 04:20 kiedy to napisałem (hehe), jestem na nocce i w sumie to ledwo zipię.
Niech te moje wypociny będą przestrogą dla wszystkich, którzy chcą się pobawić w opio bez ekstrakcji, zwłaszcza aptecznym który ma parasyf i ogólnie z opio, bo opio to suka która nie bierze jeńców, bardzo szybciutko owija cię w okół palucha.
Pozdrawiam wszystkich psychonautów i życzę szczęścia oraz mądrego konsumowania różnych ciekawych substancji.
- 45 odsłon

